
Jeszcze przed startem igrzysk niewielu kibiców w Polsce mówiło o medalach z pełnym przekonaniem. Oczywiście – była nadzieja, jak zawsze, ale raczej ostrożna. Po ostatnich sezonach wielu z nas myślało: „będzie dobrze, jeśli pokażą się z dobrej strony”. Medale? Raczej marzenie niż realny plan. A potem przyszły zawody… i wszystko się zmieniło.
Trzy medale. Emocje. Niedowierzanie. Radość. Polska reprezentacja skoczków nagle stała się czarnym koniem igrzysk, a my – kibice – znów mogliśmy przeżywać te wyjątkowe chwile, dla których kocha się ten sport.
Bez presji, bez wielkich oczekiwań – i właśnie dlatego?
Przed igrzyskami brakowało tej pewności, do której przyzwyczaili nas kiedyś Adam Małysz i Kamil Stoch. Nie było atmosfery: 👉 „Jedziemy po złoto”. Raczej „Zobaczymy, co się wydarzy”.
I może właśnie to było kluczem.
Bez ogromnej presji, bez narzuconych oczekiwań, nasi zawodnicy mogli po prostu skakać. Skupieni, spokojni, głodni sukcesu. Z konkursu na konkurs rosła wiara, że „hej, tu naprawdę może być coś wielkiego”.
Tomasiak – twarz tych igrzysk
Nie da się mówić o tych igrzyskach bez jednego nazwiska. To Kacper Tomasiak był głównym bohaterem tej historii.
To on:
🏅 ciągnął drużynę w najważniejszych momentach,
🏅 wytrzymywał presję,
🏅 i zebrał medal w niemal każdym konkursie, w którym wystąpił.
Patrząc na jego skoki, można było odnieść wrażenie, że… on się tych igrzysk po prostu nie bał. Gdy inni czasem tracili rytm, Tomasiak wyglądał na spokojnego, pewnego siebie i gotowego na wielkie loty. Jakby mówił: „To mój moment”.
I faktycznie — był to jego moment.
Kiedy pojawiły się pierwsze podium, serca kibiców zabiły szybciej. A potem kolejne. I kolejne. Te trzy medale nie były przypadkiem. Były efektem pracy, talentu i charakteru — szczególnie widocznego u Tomasiaka, który stał się prawdziwym liderem tej reprezentacji.
Zmiana warty, którą ogląda się z dumą
Jako kibic mam wrażenie, że oglądamy właśnie piękny moment zmiany pokoleń.
Przez lata mieliśmy swoich bohaterów. Najpierw Małysz, potem Stoch. To oni dawali nam emocje, powody do dumy i niezapomniane chwile. Teraz na naszych oczach rodzi się nowa historia. Na jej czele stoi Tomasiak, a obok niego coraz pewniej czują się kolejni młodzi zawodnicy. To już nie są „młodzi do nauki”. To są zawodnicy, którzy potrafią wygrywać.
I to daje ogromną satysfakcję.
Czy wrócą czasy absolutnej dominacji? Tego nikt nie wie. Sport nie daje gwarancji, ale jedno jest pewne: Igrzyska pokazały, że Polska nie jest tylko wspomnieniem dawnych sukcesów. Dzięki Tomasiakowi i nowemu pokoleniu znów jesteśmy realnym graczem w światowej czołówce.
Polska pojechała na igrzyska bez wielkich zapowiedzi. Bez presji faworyta. Bez fanfar. Wróciła z trzema medalami, nowym liderem i ogromną nadzieją na przyszłość.
Dzięki Kacprowi Tomasiakowi i całej drużynie znów uwierzyliśmy, że polskie skoki mogą być wielkie.
Jako kibic mogę powiedzieć jedno: oglądanie tej zmiany warty to czysta przyjemność.
I obyśmy takich historii na Formule Skoku pisali jak najwięcej 💙🏔️


